Koncert w kościele – profanacja? Czyli jak Jezus bywa zapomniany.

0

W dzisiejszych czasach – kiedy to hołduje się potrzebom ciała zapomniawszy o potrzebach duszy – kościoły katolickie służą nie tylko sprawowaniu kultu Bożego, ale i organizacji wszelkich koncertów. Powie ktoś, że to dobrze, że na kulturę otwierać się trzeba. Oczywiście rację mieć ktoś taki będzie jeśli chodzi o otwartość na kulturę. A inny dopowie, iż w kościołach koncerty tak – jednakże tylko religijne.

Czytelnicy szanowni, w kościołach żadnych koncertów nie powinno być! Kościół to miejsce kultu Bożego, nie zaś gmach gdzie spędza się ludzi, ażeby muzykowania pana z gitarą czy zespołu nawet całego wysłuchiwali przy tym gadając, wiercąc się, przechadzając się w tę stronę, to w drugą, to do ołtarza podchodząc, żadnej czci nie oddając Panu Jezusowi.

Bo jak to wygląda? Takie koncertowanie to najpierw przybycie widzów. Siadają, gadają. To jeszcze się przejdą, zmienią miejsce, czasami nawet do tego dochodzi, że prowiant bądź napitek jakiś wyciągną i posilać się zaczną.  I czekają… Czekają… Aż wreszcie na scenę… Tfu! Tfu! W prezbiterium, tam gdzie kapłan zazwyczaj sprawuje Najświętszą Ofiarę, pojawi się muzykant. Pogada sobie, przywita gości. I znowu sobie pogada, i nareszcie zacznie sobie grać, śpiewać i t.p. rzeczy wyczyniać.

A w międzyczasie ludzie sobie chodzą, skomentują, wyjdą, wejdą, nagrodzą oklaskami wykonawcę bądź wykonawców.

A Jezus? Jezus w Hostii ukryty zostaje zapomniany. Bo to teraz nie kościół jest lecz sala koncertowa! Miejsce uświęcone na chwilę wyłącznie przerobili na salę widowiskową. Pytanie tylko jedno: czy wówczas konsekrowane miejsce, gdzie ALTER CHRISTUS sprawuje NAJŚWIĘTSZĄ OFIARĘ jest nadal święte? Czy też podczas koncertu wyjątkowo sacrum zamienia się w profanum? Chyba wychodzi na to, że tak… Pytanie następne: kiedy następuje ponowna przemiana z profanum do sacrum? Proboszcz to zmienia w zakrystii?


Grafika: źródło:  ShutterStock / gazetaprawna.pl

Brak komentarzy

Dodaj komentarz